Mój synek jeszcze nie mówi, ale pamiętam dwie historie rodzinne, które rozbawiają nas do dzisiaj.
Pierwsza dot. mojego małego kuzyna. Kiedyś ciocia przyprowadziła go do nas, akurat gdy babcia mnie pilnowała. Kuzyn poszedł do ogórdka, wyrwał buraka i przyszedł do domu.
Powiedział do mojej babci: "Masz gotuj zupe"....moja babcia była w szoku, że taki 5-latek tak mówi. Rozbawiona tą sytuacją, nie miała wyjscia, ugotowała Jarkowi zupe

Do tej pory smieje się z dorosłego Jarka, i mówie masz gotuj zupe
Druga sytuacja dotyczyła mnie. Jak byłam mała nie potrafiłam mówić "R". Zawsze przekręcałam. Najgorzej było gdy mówiłam "grejfrut" - za nic w świecie nie potrafiłam teog wypowiedziać. Mówiłam "glejFIUT"
Najgorzej było ze mna w sklepie, kiedy widziałam grejfruta wołałam do mamy daj "fiuta" mama zawsze musiała mówić o co mi chodzi, bo ludzie patrzyli dziwnie na dziecko, któe tak się wyraża.
Na szczeście potem naucyzłam się poprawnie mówić, ale do dzisiaj sie z tego śmiejemy jak jemy grejfruty.