U nas było tak:
Pierwsze dwa dni (1 i 2 września) zawieźliśmy małą rano na 6.30 i ja byłam z nią około 2 godzinek, a potem przyjechałam o trzeciej i musiałam ją budzić, bo dzieci zjadły już podwieczorek, a śpioszek spał, więc trochę marudziła (też bym marudziła, jakby mnie ktoś brutalnie obudził

)
Następne dni były już bardzo fajne, bo Emilka znalazła sobie koleżankę Hanię i w piątek musiałam ją "siłą" wyciągać z przedszkola. Byliśmy więc bardzo dumni z naszej trzylatki, że taka dzielna, bo w ciągu dnia nic nie płakała.
Jedynie z jedzeniem jest problem. Jak nie ma jej ulubionego obiadku, to nie tknie nic, tylko wodniste wypija z zupy i "obsejwuje co jobią dzieci".
Ale po weekendzie, czyli dziś było już trudniej. Inna pani rano, inna sala i płacz....
Zobaczymy co będzie, jak ją odbiorę po pracy.